Artykuł Przemysław Bąbel

 

Narodziny miłości czyli potrzeba przytulenia silniejsza niż głód
 
Co sprawia, że przywiązujemy się do matki? Odpowiedź wydaje się prosta: przywiązujemy się do matki, ponieważ ją kochamy. Ale właściwie dlaczego ją kochamy? Czy przywiązujemy się do matki, bo nas karmi i zaspokaja nasze potrzeby? Czy miłość i przywiązanie są podstawową, wrodzoną potrzebą?
 
Przemysław Bąbel
 
Wiele osób z pewnością oburzyłoby się na tak sformułowane pytanie: „Jak to dlaczego kochamy matkę? Bo to nasza matka!”. Taka odpowiedź nie wystarczy jednak naukowcom. Chcą oni wiedzieć, co to jest miłość, w jaki sposób się kształtuje, co leży u jej podstaw. Ta dociekliwość badaczy może się wydawać nie na miejscu wobec tak wyjątkowego uczucia, jakim jest miłość. Warto jednak odwrócić tok rozumowania: skoro miłość zajmuje tak wyjątkowe miejsce w życiu człowieka, to badacz ludzkiego zachowania musi zająć się tym jedynym w swoim rodzaju uczuciem.

 

Pierwotna potrzeba miłości

Wielu psychologów uznawało, że u podłoża przywiązania dziecka do matki leży fakt, że zaspokaja ona pierwotne potrzeby dziecka, takie jak głód, pragnienie, unikanie bólu czy poczucie bezpieczeństwa. Miłość w takim ujęciu byłaby więc czymś wtórnym w stosunku do pierwotnych, instynktownych potrzeb dziecka. Harry Harlow w serii przełomowych eksperymentów, opisanych w 1958 roku w artykule „Natura miłości”, pokazał jednak, że potrzeba miłości może być tak samo pierwotna jak głód czy pragnienie.
Aby udowodnić, że zaspokajanie potrzeb dziecka przez matkę nie ma związku z kształtowaniem się między nimi więzi, należało stworzyć sytuację, w której matka nie będzie zaspokajała jego potrzeb, a elementami środowiska, w którym dziecko przebywa, będzie można łatwo manipulować. Trudno sobie jednak wyobrazić przeprowadzenie takich badań na dzieciach. Harlow nie miał nawet takiego zamiaru. Przez wiele lat prowadził eksperymenty nad procesami uczenia u rezusów (gatunku małp zaliczanych do małp wąskonosych, które są pod względem biologicznym bardzo podobne do ludzi). Małpami biorącymi udział w takich badaniach od urodzenia opiekują się ludzie. Dzięki temu ich pierwotne potrzeby są zaspokajane lepiej niż gdyby wychowywały je matki-małpy, np. mają odpowiednio wyważoną dietę i opiekę medyczną.
Harlow zauważył, że małe małpki wychowywane w jego laboratorium bardzo przywiązywały się do bawełnianych szmatek, które pokrywały podłogi ich klatek. Lgnęły do nich, a kiedy podczas sprzątania klatek szmatki były wyjmowane, małpki złościły się. To przywiązanie było widoczne już w pierwszym dniu życia małpek, a z czasem stawało się nawet silniejsze. Małpki w klatkach bez szmatek rozwijały się słabo, mimo że miały zapewnioną odpowiednią dietę i opiekę medyczną. Kiedy dostarczano im szmatki do klatek, ich stan zdrowia polepszał się i stawały się wyraźnie zadowolone. Na podstawie tych obserwacji Harlow sformułował hipotezę, że u tych małp musi istnieć – obok takich potrzeb jak głód czy pragnienie – pierwotna potrzeba bliskiego kontaktu z czymś miękkim i wygodnym.
 
Pomysłowe matki zastępcze
 
Aby zweryfikować tę hipotezę, Harlow przeprowadził serię pomysłowych eksperymentów, w których wykorzystał specjalnie skonstruowane dwa rodzaje „matek” zastępczych. Obie miały taki sam drewniany szkielet, wyposażone były w „pierś”, która dostarczała mleko oraz żarówkę, która miała zapewnić ciepło. Ich wielkość była zbliżona do wielkości dorosłej małpy. Różniły się jednak powierzchnią: jedna była pokryta gąbczastą gumą i tkaniną frotte, a druga drucianą siatką. W eksperymencie wzięło udział osiem małpek, które losowo przydzielono do dwóch grup. W klatce każdej małpki umieszczono zarówno „matkę” drucianą, jak i miękką. Małpkom z grupy pierwszej mleko dostarczała miękka „matka”, a małpkom z grupy drugiej „matka” druciana. Przez pięć pierwszych miesięcy życia małpek liczono czas, który spędzały one na bezpośrednim kontakcie z każdą z „matek”.
Wyniki są jednoznaczne. Niezależnie od tego, która „matka” dostarczała mleko (miękka czy druciana), wszystkie małpki spędzały praktycznie cały czas przywierając do tej miękkiej. Nawet te, które były karmione przez „matkę” drucianą, opuszczały „matkę” miękką tylko na czas karmienia (i to krótki) i natychmiast wracały do niej. Niektóre małpki nawet w trakcie pobierania pokarmu od „matki” drucianej były przyczepione do miękkiej „matki”! Chociaż małpki w obu grupach jadły taką samą ilość pokarmu i osiągały podobną wagę, to te z grupy karmionej przez „matkę” drucianą gorzej trawiły mleko i często miały biegunki. Sugeruje to, że brak miękkiej „matki” był czynnikiem stresującym.

 

Dodatkowe manipulacje

Aby uzyskać bardziej szczegółowe dane, Harlow dodatkowo dokonał różnych manipulacji. Po pierwsze, umieszczał w klatkach różne przedmioty wywołujące reakcje lękowe małpek, np. nakręcanego misia grającego na bębenku, wielkością zbliżonego do małpek. Wystraszone zwierzątka biegły zawsze do miękkiej „matki” i 
przylegały do niej kurczowo, nawet jeśli były karmione przez „matkę” drucianą. Kiedy ich lęk słabł, były w stanie oddalić się na niewielką odległość od miękkiej „matki”, a czasem nawet próbowały badać nowy obiekt.
Po drugie, Harlow przenosił małpki do małego, nieznanego im pokoju. Znajdowały się w nim różne przedmioty, którymi w normalnych warunkach lubią się bawić, np.: drewniane klocki, pojemniki z pokrywkami, poskładane kawałki papieru. Jeśli małpkom towarzyszyła „matka” miękka, to biegły do niej, ściskały ją, ocierały się o nią i manipulowały jej „ciałem” i „twarzą”. Po chwili, jak podaje Harlow, zaczynały wykorzystywać „matkę” jako źródło bezpieczeństwa, podstawę działania... Badały dany przedmiot, manipulowały nim, a następnie wracały do „matki” przed kolejną wyprawą w nieznany, nowy świat. Jeśli jednak małpkom nie towarzyszyła miękka „matka”, kucały, zastygały ze strachu w bezruchu, płakały i ssały swój kciuk. Czasami biegły do tej części pomieszczenia, w której zwykle znajdowała się „matka” miękka, a następnie biegały z miejsca na miejsce, piszcząc i płacząc. Dokładnie tak samo zachowywały się, gdy towarzyszyła im „matka” druciana, niezależnie od tego, przez którą „matkę” były karmione.

 Po trzecie wreszcie, aby sprawdzić, czy przywiązanie małpek do ich zastępczych „matek” będzie trwało po okresowych rozstaniach, w wieku 5-6 miesięcy (gdy żywiły się już stałym pokarmem) były na różne okresy oddzielane od „matek”, a następnie spotykały się z nimi w pomieszczeniu opisanym wyżej. Po najdłuższym, trzydziestodniowym okresie rozstania, małpki, widząc miękką „matkę”, biegły do niej, wspinały się na nią, mocno ją ściskały i ocierały swoje głowy i twarze o jej „ciało”. Potem bawiły się z nią, m.in. gryząc i drąc jej miękką powierzchnię. Mimo że małpki znajdowały się w pomieszczeniu pełnym przedmiotów, którymi w poprzednim eksperymencie bawiły się, teraz nie opuszczały „matki”. Potrzeba poczucia „komfortu w kontakcie”, jak określił to zjawisko Harlow, okazała się silniejsza niż naturalna chęć eksploracji. Trzeba jednak wiedzieć, że te ponowne spotkania z „matką” trwały jedynie około trzech minut. Być może gdyby były dłuższe, eksploracja pojawiłaby się.

Kontakt komfortowy

Badania Harlowa wykazały istotną rolę komfortu w kontakcie dla ukształtowania się przywiązania pomiędzy małymi małpkami i ich matkami. Czynnik ten okazał się o wiele bardziej znaczący niż dostarczanie pożywienia przez matkę. Nie można jednak powiedzieć, że karmienie nie ma związku z budowaniem przywiązania. Przecież karmienie, to również okazja do cielesnego kontaktu między matką a dzieckiem.
Wyniki eksperymentów Harlowa mają duże znaczenie praktyczne. Skoro dla prawidłowego rozwoju dziecka najważniejszy jest komfort w kontakcie, a nie ssanie matczynej piersi, to nie tylko matka jest w stanie w pełni zaspokoić potrzeby dziecka, ale również ojciec, opiekunka, przedszkolanka czy rodzice adopcyjni. Ten wniosek może się dzisiaj wydawać mało odkrywczy, ale w 1958 roku, kiedy Harlow opublikował wyniki swoich eksperymentów, był on wręcz rewolucyjny. Z badań Harlowa wynikają też wytyczne co do form instytucjonalnej opieki nad dziećmi, np. w domach dziecka czy szpitalach. Samo zaspokojenie podstawowych biologicznych potrzeb dziecka to za mało. Dziecku potrzebny jest częsty fizyczny kontakt z innymi ludźmi – dorosłymi (personel, pielęgniarki czy wolontariusze) lub dziećmi.
Harlow dowiódł, że miłość i przywiązanie są podstawowymi i wrodzonymi potrzebami, kształtującymi się niezależnie od zaspokajania przez matkę innych, równie podstawowych potrzeb, takich jak głód czy pragnienie. Wyniki jego badań zmieniły sposób, w jaki postrzegamy związek między matką i dzieckiem. Bo choć Harlow przeprowadzał swoje eksperymenty na małpach, to badania nad ludźmi pokazały, że w znacznym stopniu wyniki jego badań możemy uogólniać również na człowieka. Czyż dzieci nie przywiązują się do zabawek-przytulanek, kocyków i innych miękkich przedmiotów?
 
W ślad za Harlowem
 
Harlow nie był jedynym badaczem przywiązania. Współczesny mu John Bowlby zwrócił uwagę na negatywne skutki pozbawienia dziecka w pierwszych latach życia możliwości nawiązania bliskiego kontaktu z matką lub opiekunem. Bowlby stwierdził, że dzieci hospitalizowane i wychowywane w instytucjach opiekuńczych, mogą cierpieć na zaburzenia rozwoju intelektualnego, emocjonalnego i społecznego, a szczególnie na tzw. psychopatię afektywną. Jest to niezdolność do odczuwania współczucia dla innych osób i troszczenia się o innych, której skutkiem jest niezdolność do nawiązywania bliskich związków z innymi ludźmi, a w skrajnych przypadkach nawet zachowania przestępcze.
Do podobnych wniosków doszedł Harlow, kontynuując swoje badania nad rezusami. Okazało się, że kiedy małpki wychowywane przez rok w całkowitej izolacji zarówno od małp, jak i ludzi, wprowadzono do grupy małp wychowywanych w normalnych warunkach, nie potrafiły one adekwatnie wchodzić w interakcje społeczne: były agresywne, chowały się po kątach, kuliły się i kiwały, zastygały w dziwnych pozycjach, wykonywały mechanicznie powtarzające się, bezsensowne ruchy, wpatrywały się godzinami w przestrzeń, obejmowały się same lub gryzły własne ciało. W dodatku nie przejawiły żadnego zainteresowania seksualnego, a kiedy samice zostały sztucznie zapłodnione, ignorowały swoje dziecko po urodzeniu. W niektórych przypadkach przejawiały ogromną agresję w stosunku do swoich dzieci, okaleczając je lub nawet zabijając. Przez pewien czas wydawało się, że skutki izolacji są nieodwracalne. Dalsze eksperymenty pokazały jednak, że 
nieprzystosowawcze zachowania izolowanych małpek można wyeliminować, umieszczając je w towarzystwie normalnych, ale znacznie młodszych osobników. Taka „terapia”, choć długa (dwa lata), spowodowała również nabycie normalnych zachowań społecznych.
Badania prowadzone od czasów eksperymentów Harlowa i studiów Bowlby’ego dostarczyły sporo cennej wiedzy na temat przywiązania. Okazało się m.in., że istnieją różne typy przywiązania. Jednym ze sposobów stwierdzenia, jaki typ przywiązania cechuje dziecko, jest umieszczenie go w nowym, nieznanym pomieszczeniu wraz z matką, która jednak po pewnym czasie wychodzi, a następnie wraca. Dzieci, które charakteryzuje przywiązanie ufne – eksplorują nowe otoczenie, a kiedy matka opuszcza pomieszczenie, wykazują lekki niepokój, by po jej powrocie przytulić się, uspokoić i wrócić do zabawy. Przywiązanie lękowo-unikające stwierdza się u dzieci, które nie wykazują niepokoju po wyjściu matki, a po jej powrocie ignorują ją. Dzieci o przywiązaniu lękowo-ambiwalentnym nie są zainteresowane eksploracją otoczenia, a po wyjściu matki są bardzo zaniepokojone, by – gdy w końcu wraca – nie móc się uspokoić, dążąc do kontaktu z matką i jednocześnie odpychając ją. Niekiedy mówi się także o czwartym typie przywiązania – lękowym zdezorganizowanym, które stwierdza się u dzieci zmieszanych czy wręcz oszołomionych powrotem matki do tego stopnia, że nieruchomieją lub wykazują sprzeczne zachowania (np. niepatrzenie na matkę podczas kontaktu z nią). Oczywiście dla rozwoju dziecka najbardziej korzystne jest przywiązanie ufne. Bez wątpienia do jego wytworzenia nie wystarczy nawet najbardziej miękka „matka” z eksperymentów Harlowa. Konieczny jest bliski kontakt, a przede wszystkim liczne interakcje z żywym opiekunem.
 
 
APLIKACJE
 
Harry Harlow (1905-1981) urodził się w Fairfield (Iowa). Specjalizował się w dziedzinie etologii. Przez całą karierę zawodową (od 1930 do 1974 roku) związany był z University of Wisconsin, na którym wykładał. W badaniach skupiał się na zdolnościach uczenia się naczelnych. Przeprowadzone przez niego w latach 60. eksperymenty pokazywały znaczenie, jakie mają więzi uczuciowe pomiędzy matkami a dziećmi dla emocjonalnego rozwoju i zdrowia psychicznego.
 
Jak się przywiązujesz
 
Aby móc kochać, najpierw musimy być kochani. Brytyjski psycholog John Bowbly założył, że każdy z nas ma własny styl przywiązania, który wynika z wczesnych relacji z rodzicami.
Bezpieczne przywiązanie wynika z bliskiej, stałej i przewidywalnej więzi z rodzicami – takie osoby wierzą w swoją wartość i w dobre intencje innych ludzi, w bliskich związkach czują się bezpiecznie, potrafią być blisko z kimś, zachowując zarazem swoją odrębność.
Przywiązanie lękowo-unikające pojawia się, gdy rodzice byli zmienni i mało przewidywalni, a matka – odrzucająca. Takie osoby doświadczają lęku przed bliskością, która kojarzy im się z utratą siebie
i swej odrębności. Próbują więc ją kontrolować, izolując się od partnera lub wdając w romanse.
Przywiązanie lękowo-ambiwalentne wynika z całkowicie niezrozumiałej zmienności rodziców. Osoby o tym stylu mają kruche poczucie własnej wartości. Ich związki są burzliwe, pełne skrajnych uczuć. Nieufne, żyją w ciągłym lęku przed byciem porzuconym. I często zostają porzucone.
 

Już pisaliśmy

„Bliskość, która uzdrawia i uszczęśliwia” – 1/2005, s. 8
„Szkoła intymności” – 1/2005, s. 14,
„Miłości historia osobista” – 9/2005, s. 16
„Magiczna moc dotyku” – 8/2006, s. 22

 

Dodano 02-07-2012 prez Admin